Nie wiesz od czego zacząć?

Kliknij w poniższy link i sprawdź z czym na początek warto zapoznać się w tym blogu.

Poznaj blog TobiaszMalinski.pl

sobota, 3 sierpnia 2013

Inwestorze! Myśl, ale nie bądź idiotą

Ostrzeżenie
Nie czytaj tego postu jeśli masz zamiar obrazić się na mnie po jego lekturze :).



Pewna spotykana w Polsce scenka rodzajowa nr 1:
Siedzi sobie w parku na ławce pani Zosia i popija piwko. Siedzi, wdycha czyste powietrze, karmi gołębie i relaksuje się zimnym napojem w upalne południe. Nagle widzi zbliżającą się postać, panią Jadzię, która jest sąsiadką pierwszej pani.
- Cześć Jadziu - wesoło wita ją Zosia.
- Jak leci Zosiu - odpowiada Jadzia.
- A, w porządku, siedzę sobie i się relaksuję w parku, bo mam dość już tych upałów - wyjaśnia Zosia.
- Ty, wiesz co? Idź jak najszybciej dzisiaj do Auchan, wszystko na Kartę Skarbonkę jest przecenione o 20%! - mówi Jadzia.
- No coś Ty Jadźka, to świetnie, ale ja też mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Idź do Wojasa bo tam dzisiaj obuwie wiosenne jest przecenione o 30% :) - ripostuje Zosia.
- Ooooo! To zrobimy tak, że najpierw pójdziemy po jedzonko dla Ciebie do Auchan, a potem po buty dla mnie, bo wiesz że ich potrzebuję - odpowiada Jadzia.

I tak obie panie zadowolone z wymiany informacji oraz dokonanych zakupów po promocyjnych cenach, wracają do domów i cieszą się z zaoszczędzonych pieniędzy.




Pewna spotykana w Polsce scenka rodzajowa nr 2:
Pan Mieciu ogląda wieczorne wydanie serwisu informacyjnego w Polsacie. Słyszy takie oto słowa: "Ekonomiści przewidują, że w związku z trwającym konfliktem na Bliskim Wschodzie ceny ropy naftowej w okresie wakacyjnym znacznie wzrosną. Niestety będzie to miało negatywny wpływ na ceny paliw na stacjach benzynowych, co w konsekwencji spowoduje wzrost cen żywności".
- K***a mać! - krzyczy wkurzony pan Mietek. - Znowu przez tych sk******ów będę miał mniej na wódkę!!!!!

 Z powyższych dwóch scenek płynie następujący morał: ludzie nienawidzą podwyżek cen, a uwielbiają obniżki. Dlaczego? W pierwszym przypadku pieniądze uciekają z ich kieszeni, a w drugim zostają. Ot co, taka sobie prosta i oczywista zależność.

Dlaczego zatem na giełdzie inwestorzy postępują odwrotnie? Przyjrzyjmy się zachowaniu typowego inwestora giełdowego w reakcji na hossę i bessę giełdową:
  • hossa: "Suuuupeeeer, jak tak dalej pójdzie to sprzedam moje akcje jeszcze drożej i zarobię". W wolnym tłumaczeniu brzmi to następująco: "Świetnie, wszystko drożeje, a ja jestem jeleniem, kupującym drogie akcje i liczącym na to, że znajdzie się większy jeleń, który je odkupi",
  • bessa: "Cholera, wszystko leci w dół, chyba trzeba trzymać się z dala od giełdy". Tłumaczenie: "Co z tego, że jest wielka wyprzedaż, która może sięgnąć nawet 80%, wolę z niej nie korzystać, bo mogę na tym stracić!"
Czy widzisz czytelniku nonsens myślenia większości inwestorów giełdowych? Oni lubią w większości kupować wtedy, gdy jest drogo, a powstrzymywać się od kupna, gdy jest najtaniej! Widać zatem, że inwestorzy giełdowi są najbardziej rozrzutną grupą społeczną jaka istnieje i to pomimo tego, że większość z nich ma naprawdę ograniczone zasoby finansowe. Zachowanie większości inwestorów można zobrazować jeszcze w nieco innych sposób: oni wolą kupować chleb po 10 zł, a zignorować okazję do jego kupna, gdy jest dostępny po 2 zł.

Krytycy mogliby w tym miejscu zarzucić mi, że dobra konsumpcyjne dają coś w zamian już w momencie ich kupna - zaspokojenie określonych potrzeb - czego nie dają aktywa finansowe. Otóż, okazuje się, że aktywa wszelkiego rodzaju dają zaspokojenie, rozpatrywane jednak w kategoriach finansowych, a nie konsumenckich. Każdy rodzaj aktywów jest jak cegiełka zwiększająca wartość posiadanego majątku i/lub uzyskiwanego dochodu. Mówiąc, że nabywanie aktywów nie wiąże się z otrzymywaniem natychmiastowej satysfakcji można porównać do stwierdzenia, z którego wynikałoby, że seks jest do bani, bo nie zaspokaja głodu, a cukierki są "fe", bo nie dają orgazmu. Byłoby to bardzo dziwne rozumowanie.

Wychodzi na to, że zarówno robienie zakupów w supermarkecie, jak i robienie zakupów na giełdzie niczym od siebie się nie różni - zasady i najprostsza logika w obu przypadkach są takie same i nie ma sensu ich komplikować. Większość inwestorów giełdowych komplikuje sobie znacznie życie, choć posiadają rozległą wiedzę z zakresu analizy fundamentalnej, sprawozdań finansowych, analizy technicznej itd. Dlaczego więc ponoszą porażki? Ponieważ odeszli od najprostszych zasad.

Inwestorze! Myśl, zdobywaj wiedzę, ale nie bądź idiotą, zaprzepaszczającym najprostszą logikę.

A na koniec coś odnośnie prostoty - pół żartem, pół serio :)

 Obejrzyj ten film w serwisie YouTube.com



Podobał Ci się ten post? Podziel się nim ze znajomymi :)

25 komentarzy:

Zdzisław pisze...

Żeby odróżnienie spadków ze względu na przyszłe pogorszenie sytuacji spółki od kształtującej się okazji cenowej na tanie kupno dobre spółki było proste, to nie byłoby tylu inwestorów, którzy przez wiele lat trzymają przecenione akcje.

Często dopiero po fakcie wiadomo, czy spółka była słusznie przeceniona czy nie.

Do tego kupując w trendzie spadkowym narażamy się na koszty uruchomionych stop lossów, jako żę nie wiadomo kiedy będzie koniec spadków.

Przeciwnie w trendzie wzrostowym, stop lossy można przesuwać wyżej i jst większa szansa na zamknięcie pozycji w zysku.

Bufett który może zrobić własny audyt i kupić całą spółkę, może też nie patrzeć na notowania tylko na cenę zakupu. Drobny inwestor w Polsce ma niestety inną sytuację.

Anonimowy pisze...

Tobiasz, Ty przecież kupujesz na górkach! W Twoich książkach są podane ceny, za które kupowałeś...A za Astartę też ładnie przepłaciłeś.

Tobiasz Maliński pisze...

Akurat dwie spółki z NC kupiłem w ten sposób, a za Astartę nie przepłaciłem oto dowód wraz z uzasadnieniem:
http://www.tobiaszmalinski.pl/2012/04/equity-magazine-nr-13-ile-warty-jest.html

Cena rynkowa Astarty jest znacznie niższa niż jej wartość wewnętrzna o czym dobrze wie zarząd, dlatego ogłosili wykup akcji własnych, który został rozpoczęty. Cena maksymalna została określona na 125 zł, przypadek? Z mojej wyceny wyszło bardzo podobnie.


@Zdzisław

Różnica między Buffettem i drobnym inwestorem jest bardzo prosta: Buffett posiada stałe źródło nadwyżek finansowych, a drobny inwestor najczęściej nie. Wystarczy aby zwykły Kowalski najpierw ustabilizował swoje dochody, aby zaczęły generować nadwyżki, a dopiero potem je inwestował. Jeśli za tego typu pieniądze zostaną kupione tanie akcje perspektywicznej spółki to nikt nie będzie się o nie trząsł przy wahaniach rynkowych, bo będzie miał za co spokojnie żyć.

Dow pisze...

Mechanizm jest podobny, ale rynek rządzi się trochę inną psychologią. Nie ma co tego porównywać tak namiętnie. To tak jakby porównać wielbłąda i krowę - mają cztery nogi i chodzą. Aczkolwiek takie uproszczenia są fajne, bo pokazują pewne zjawiska.

Tobiasz Maliński pisze...

Co masz na myśli mówiąc "trochę inna psychologia" w odniesieniu do rynku? :)

Joasia pisze...

Wszystko siedzi w naszej głowie - dobrze rozumiem :) Wiedza + zawsze chłodna kalkulacja = sukces

Karim pisze...

Ciekawy artykuł. Przytoczone scenki rzeczywiście obrazowo ukazują pewne modele zachowań, niezmiernie często występujące w społeczeństwie.

Blogerka pisze...

Tak tak, niektórzy mylą side z site, niektórzy prawo z lewo, inni hossę z bessą...

Jan Martenka pisze...

niestety wszystko siedzi w naszej głowie i niestety większość inwestorów działa rzeczywiście tak jak piszesz, ale czy to zmienimy ... chyba nie a dzięki nim my możemy więcej zarobić :)

trader pisze...

Najtrudniejsza jest walka z samym sobą ;)

Marcin pisze...

trafne porównania pokazujące w konkretny sposób zachowania niektórych ludzi, które niestety bardzo często możemy spotkać w naszym społeczeństwie.

mariuszbejzel pisze...

czytając to chcę być wśród tej grupy opozycjonistów która kupuje akcje jak są w dołku a sprzedaje jak są na górce :)

Jolant pisze...

Nie wiem czy dobrze zrozumiałam przesłanie tej przypowiastki ale ja chyba zachowuje się jak rasowy inwestor tzn kupuje w dołku.

adamczykmarcin pisze...

czasami grafika bardziej przemawia niż tekst, dobrze żeby dotarło to do osób które mają problem z ocenianiem rzeczywistości :)

Abu dabi pisze...

A ja kupuję jak papier jest wyprzedany! O!

Zainteresowany pisze...

Analizowanie i kupowanie w hossie to chyba dwie odmienne rzeczy, a mimo to wiele osób liczy sam nie wiem na co.

adamkosedowski pisze...

tak ja szczerze mówiąc staje się coraz większym fanem takich protali jak instagram gdzie info przekazujemy w postaci obrazków, w tym jest przyszłość i prostota :)

Paweł pisze...

Żeby tylko, żeby tylko tyle, prawda?

Tomasz pisze...

Gdyby wszyscy kierowali się logiką a nie emocjami to na giełdzie było by bardzo ciężko zarobić. Jedni popełniają błędy a drudzy to wykorzystują.

Kamila pisze...

Pragmatycznym trzeba być. Zawsze i wszędzie! Takie "babskie" oszczędzanie, widzę na każdym kroku. Ludzie słabo kalkulują...

Paweł pisze...

Prawda jest jednak taka, że spółki drogie lubią być jeszcze droższymi, zaś te taniejące też z jakiegoś powodu często po czasie są jeszcze tańsze. Trzeba mieć metodę, aby rozróżnić, gdzie jakieś dno się ukształtowało, względnie kupować spółki w hossie i systematycznie podnosić stop, chroniąc już wypracowany zysk.

Anonimowy pisze...

Wszystko zależy od tego jaką zastosuje się strategię zakupu. Z powodzeniem można osiągać pozytywne wyniki zajmując pozycje tak przeciw trendowi jaki i zgodnie z trendem. Gwódź w tym, że powszechnie przyjęte uproszczenia filozofii inwestowania utwierdzają w przekonaniu, że inwestowanie jest proste i wymaga poznania kilku "chwytów". Takie porównywanie mechanizmu podejmowania decyzji inwestycyjnej do przysłowiowego kupna bułek w promocji jest najbardziej popularnym z takich uproszczeń. Problem polega na tym, że aby kupić bułkę: 1) mamy znikomą ilość informacji do przeanalizowania, 2) angażujemy znikomą sumę z punktu widzenia naszego zasobu gotówki (przez co nie jesteśmy narażeni na negatywne psychologiczne aspekty ewentulanej błędnej decyzji) i co najistotniejsze 3) z wieloletniego doświadczenia życiowego doskonale znamy ceny pieczywa i wiemy czego i kiedy możemy się po nich spodziewać. Niestety w przypadku zakupu o niebo bardziej skomplikowanych produktów (akcji) znajomość rynku, /panujących na nim zasad/, działalności spółki i jej otoczenia, otoczenia makroekonomicznego, politycznego, ryzyk, zasad budowania portfela, itd, itd. jest w przypadku wielu uczestników niewystarczjąca. Poza tym dochodzi zbyt duże zaangażowanie finansowe w zajętą pozycję w stosunku do całości posiadanych środków. Stąd na skutek błędnej oceny wielu graczy /spekulatnów / inwestorów, o ile nie dopisuje im szczęście, traci. Dlatego, moim zdaniem, inwestowania nie można niestety porównać do prostych codziennych zakupów i obawiam się, że tego rodzaju uproszczenia wyrządzają niedoświadczonym inwestorom wilczą przysługę. Ale przyznam, że wpis bardzo zabawny.

Inwestor pisze...

Bardzo interesujący wpis. Sam tematem inwestowania zajmuję się od kilku lat i uważam, że przedstawione przez Pana sytuacje bardzo rzeczowo przedstawiają modele zachowań, które ukształtowany się na polskim rynku inwestycyjnym. Według mnie do prawidłowego inwestowania wystarczy fachowa wiedza oraz chłodna kalkulacja.

Anonimowy pisze...

racja

Paweł pisze...

Zaciekawiłeś mnie swoim postem, nie sądziłem, że inwestorzy giełdowi działają w ten sposób. Sam nie lokuję swoich oszczędności na giełdzie, bo niestety kompletnie się na tym nie znam, myślałem bardziej o czymś innym - o funduszach inwestycyjnych. Nawet zastanawiałem się nad konkretnym - http://www.novofundusze.pl/fundusze-inwestycyjne/novo-akcji/. Ostatecznej decyzji jednak jeszcze nie podjąłem. Pozdrawiam i czekam na Pańskie kolejne wpisy na blogu.